| Trenerski fenomen
|
| 2006-08-30 20:51:23
|
Smuda czyni cuda – powiedzonko znane w piłkarskim świecie już od jakiegoś czasu nabiera nowego znaczenia. Czasem nawet zostaje zmodyfikowane. Tak jak slogan „Franek łowca bramek” przekształcił się pod wpływem strzeleckiej niemocy Frankowskiego na „Franek łowca firanek” czy też „Franek zero bramek”, tak hasło dotyczące trenera Smudy przekształca się na „Smuda czyni cuda, lecz nie zawsze się uda”.
Franciszek Smuda trafił do Lecha Poznań z Zagłębia Lubin, z którym odnosił sukcesy (na miarę polskiej drużyny rzecz jasna) zaraz po fuzji Lecha z wroniecką Amicą. Zastąpił trenerskiego fenomena (trenował jeden klub dłużej niż 10 miesięcy) Czesława Michniewicza. Michniewicz budował drużynę ze spokojem. Nigdy nie oczekiwano od niego natychmiastowych sukcesów, dostał kredyt zaufania z długim terminem spłaty. Smuda jak na razie zarzeka się, że też dopiero buduje nowego Lecha, ale jeśli chodzi o cudotwórców to oczekiwania są zawsze znacznie większe. Magik z Poznania miał wyeliminować z Pucharu Intertoto nie lada potęgę, bo mołdawski FC Tyraspol. Być może Smuda swoją księgę zaklęć musiał zostawić na granicy jako przedmiot podwyższonego ryzyka, bo w Tyraspolu nic szczególnego nie wyczarował, a Lech odpadł. Trudno.
Najważniejszym powodem, dla którego powstało hasło „Smuda czyni cuda” jest jednak niewyobrażalna zdolność jego drużyn do wygrywania przegranych już meczów. Wielokrotnie zdarzało się, że klub pod wodzą Franza przegrywał 2:0, by w końcówce wygrać 2:3. O ile takie zwycięstwa mogą cieszyć kibiców, a smucić jedynie trenera zatroskanego o szczelność linii obrońców, to porażki zwycięskich już meczów mogą przyprawić o poważne zawroty głowy. Wątpię, aby kolejny mecz na Bułgarskiej w Poznaniu, który przebiegał będzie pod dyktando Lechitów, a zostanie zremisowany obył się bez choćby kilku zasłabnięć kibiców. Emocje fundowane przez Lecha w ostatnich tygodniach to dawka prawie nie do wytrzymania dla normalnego kibica. Na szczęście Poznań słynie z krzepkich i twardych, acz wspaniałych kibiców.
Ostatnia kolejka ligowa zakończyła się meczem Wisła Kraków kontra Lech Poznań. Wynik: 3:3 – przez długi czas Lech prowadził 3:0, ale cuda nie zawsze się zdarzają. Jeżeli oczywiście, cudem można nazwać ogranie podopiecznych Dana Petrescu.
Autor: Sa-Wu
|
| Dodał: admin
|
|
|
Komentarze:
| Lech prowadził 2:0, potem skisła strzeliła na 2:1 ://
|
|
| Autor: nuno
| 2006-09-01 20:33:23
|
|
| tak pozatym, nie należało od razu oczekiwać cudów od Smudy i od nowej drużyny, zresztą w przypadku trenera, to bardziej irytuje jego polityka personalna, ewidentnie nie stawia młodych, z klubu odeszli Burkhardt i Gregorek a już na samym początku podziękowano Buzale, Lechowi brakuje młodej krwi, w prawdzie z Gwarka Zabrze kupiony został Sobczak, ale też pytanie, czy nie podzieli losu rezerwowych dotychczas, równie utalentowanych sprzedanych już kolegów.
|
|
| Autor: nejman
| 2006-09-01 17:41:41
|
|
| Lech prowadził przez długi czas 2:0 a nie 3:0, Wisła strzeliła gola kontaktowego, potem Lech strzelił trzecią bramkę a następnie Wisła rozpoczęła pogoń. Pozdrawiam
|
|
| Autor: nejman
| 2006-09-01 17:30:27
|
|
|
|
|
Strona Transfery.info nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, zachowując jednocześnie prawo do ich usuwania w przypadku użycia przez komentującego określeń powszechnie uznawanych za wulgarne, bądź obraźliwe.
|
|
|
|