Pawliuczenko Roman
Z: Spartak Moskwa
Do: Tottenham Hotspur
Cena: 14 000 000 funtów
więcej
mapa serwisuslowniczekkontakt
Główna Forum Transfery Polacy za granicą Felietony
El conejo del rey. Dziwny transfer argentyńskiego strzelca.
2007-07-28 23:52:43
Śledząc ruchy transferowe klubów piłkarskich natrafia się regularnie na przypadki przenosin spowodowanych nie tylko względami natury sportowej. Naturalnie kluby wydają pieniądze, aby pozyskać zawodników lepszych, czy bardziej przydatnych dla taktyki drużyny, ale zdarzają się transfery intrygująco irracjonalne pod tym względem. To tak, jak z Piotrem Włodarczykiem. Legia pozbyła się swojego najlepszego strzelca, aby wśród lamentów połowy swoich kibiców sprawić wielką ulgę drugiej ich połowie. Tej, która jest bardziej wrażliwa na punkcie nie trafiania do pustej bramki. Za to Zagłębie Lubin dokonując tego transferu dało swoim kibicom nie tylko nowego idola, ale też największe we współczesnym futbolu wyzwanie intelektualne. Takim bowiem jest (ex aequo z „Kiedy Maldini zakończy karierę?”) „Jak Nędza mógł tego nie strzelić?”.

Panie Laporta, ja tych piłkarzy nie chcę.

Jesteśmy na stadionie w Hamburgu. Jest dziesiąty czerwca 2006, godzina 21.38. Juan Riquelme wykonuje długie podanie po ziemi, do piłki dopada w polu karnym rozpędzony Saviola i błyskawicznym strzałem obok bramkarza Wybrzeża Kości Słoniowej umieszcza piłkę w siatce. Akcja dwóch tak różnych od siebie piłkarzy. Riquelme zawsze flegmatyczny, spaceruje po boisku analizując taktykę defensywną rywali. Za to Saviola dynamiczny, brylujący dryblingiem na przebój i skutecznością. Coś jednak ich łączy. Oczywiście jest to typowa dla argentyńskich gwiazd widowiskowość zagrań i znakomita technika. Ale również coś bardziej banalnego: obu im podziękowano za współpracę w największym klubie z Katalonii.

Bo nie pasują do taktyki.

Z Riquelme sprawa jest całkiem prosta. To piłkarz o trudnym charakterze, nie potrafiący zaufać mądrzejszym od siebie. Taki argentyński Kamil Kosowski. Strach pomyśleć co by było, gdyby i on przeniósłszy się do mocniejszej ligi musiał uczyć się nowego języka: pewnie oglądalibyśmy go w Lidze Mistrzów tyle, co Kosowskiego w Serie A. Ale Saviola? Piłkarz spokojny, pracowity, niekontrowersyjny, a jednak notorycznie niedoceniany. Początkiem jego kłopotów było to, co dla Riquelme ciosem, po którym już w Barcelonie się nie podniósł – polityka kadrowa Luisa van Gaala jesienią 2002 roku. Holenderski trener – fanatyk rygorów taktycznych – nie widział miejsca w składzie dla piłkarzy grających z tak dużą dozą spontaniczności. O tym, że jego podejście było błędem niech świadczy to, że został zwolniony za słabe wyniki już w połowie sezonu i że w tym samym czasie Real Madryt maszerował po kolejny Puchar Europy grając w sposób prawie zupełnie rygorów taktycznych pozbawiony. Oraz naturalnie to, że Saviola zdobył w tamtym sezonie dwadzieścia goli, odrabiając zaległości w drugiej połowie sezonu.

Bo mi zbiega.

Van Gaal widocznie najbardziej ceni sobie własnych rodaków. Nawet teraz jego AZ jest najmniej zinternacjonalizowaną spośród najlepszych drużyn Eredivisie. Nie można jednak powiedzieć tego samego o Franku Reijkaardzie. Zatem to raczej nie ze względu na swojego słynnego rodaka on również uporczywie sadzał Saviolę w przytulnym miejscu w pobliżu murawy, jakim jest ławka rezerwowych. A jego upór był zaiste zastanawiający. W minionym sezonie rywalizację o miejsce w ataku opuszczone przez kontuzjowanego Samuela Eto’o w oczach Mistera wygrywał Eidur Gudjohnsen, mimo nawet tego, że wyniki na boisku ewidentnie i niezmiennie świadczyły na korzyść wychowanka River Plate Buenos Aires. Zresztą Islandczyk może co najwyżej śnić o zdobyciu dwudziestu goli w sezonie, co dla Savioli jest normą. O ile gra. Gudjohnsen ma pewną istotną zaletę w porównaniu do Argentyńczyka: jest piłkarzem bardzo uniwersalnym, potrafiącym grać na każdej ofensywnej pozycji, nie zaś wyłącznie na środku ataku, jak Saviola. I rzeczywiście, Saviola ustawiony na skrzydle nie potrafił powstrzymać się od zbiegania do środka, a ciężko domagać się, aby Eto’o, mający na koncie tytuł króla strzelców Primera Division, ustąpił mu miejsca w ataku. Jednak okazuje się, że Reijkaard nie jest już tak stanowczy w kwestii tego, że Barca musi grać jednym środkowym napastnikiem, odkąd do klubu dołączył Thierry Henry. Czemu nie obdarzył Savioli takim zaufaniem?

„Czemu kiosk?”

Powinien był. Argentyńczyk nawet ustawiany przez Mistera na obcym sobie prawym skrzydle w sezonie 2003/04, zdobył przez tamten rok 17 goli. A przecież najlepsze recenzje zbierał zawsze za grę obok napastnika o lepszych warunkach fizycznych – Patricka Kluiverta w swoim pierwszym sezonie w Hiszpanii, Fredericka Kanoute w Sewilli, czy Hernana Crespo w reprezentacji Biało-niebieskich. Idealnie zatem pasowałby do pary z Samuelem Eto’o w dwuosobowym ataku Blaugrany. Wiadomo, że Rijkaard zawsze przywiązuje najwięcej uwagi do ofensywnej gry swojego zespołu. Czy nie jest jednak nierozsądną dysproporcją wydawanie grubych milionów europejskiej waluty na genialnego wprawdzie, ale niemłodego już i borykającego się z kontuzjami Francuza, podczas gry po przeciwległej stronie boiska wciąż kompromitują drużynę tacy piłkarze, jak Valdez, czy Belletti? Jasne, gol Bellettiego dał Barcy Puchar Europy, ale gdyby grał tam wtedy lepszy obrońca, to ten gol być może nie byłby potrzebny. I nawet jeżeli Valdez nabierze brakującej mu pewności interwencji i równości w grze wraz z doświadczeniem, to nie usprawiedliwi to jego obecności w składzie przez ostatnie kilka lat.

Bo nie będzie konfliktu reklamodawców.

Nie chodzi tu o Chelsea, przecież każdy w każdy wielki klub musiano kiedyś zainwestować. Również nie o dobrze płatne piłkarskie emerytury, chociaż zaniedbywanie swoich wnuków nie jest raczej godne pochwały. Przykładami tego, o co chodzi, są futboliści spędzający najlepsze lata swojej kariery grając mecze pozbawione stawki w ligach o deprymująco niskim poziomie piłkarskim, za to zgarniając do portfela bardziej interesującą gażę. Bliskowschodnie wojaże Emile Mpenzy, czy Salomona Olembe kojarzą mi się raczej z tym, że Marek Jóźwiak i Marek Zając zrobili furorę w lidze chińskiej. Jeszcze, bo to, że gwiazda młodzieżowego Mundialu, jaką jest Mauro Zarate, wybrała Katar zamiast Europy, to już nie są żarty. Nawet Luis Figo, zorientowawszy się, że potrafi jeszcze grać o wysokie cele, anulował podpisany już kontrakt z zasobnym kontrahentem w turbanie, nie dopisując w ten sposób do swojego CV lekceważenia zalet poziomu sportowego Ligi Włoskiej obok lekceważenia uwielbienia kibiców Barcelony. Natomiast w opisywanym przeze mnie przypadku wina – odwrotnie – leży po stronie wspomnianego właśnie hiszpańskiego klubu. Sprawa jest też bardziej zagmatwana. Wolałbym w ogóle milczeć na ten temat, niech zatem to, że Saviola nosi buty Adidasa, zaś Henry, podobnie jak Duma Katalonii, reklamuje Nike’a, przemawia samodzielnie.

Czemu Królik Królewskim?

Znalazłszy się nareszcie w klubie, z którym kręci klipy dla tej samej firmy odzieżowej, El Conejo może odsapnąć, ale czy będzie grał? Musiałby zepchnąć Raula do linii pomocy, bo przecież nie wygryzie ze składu van Nistelrooya. Oto jego pech do króli strzelców Ligi Hiszpańskiej. Raczej jednak będzie spędzał na boisku więcej czasu, niż w minionym sezonie, ponieważ w Królewskim klubie ostatnio ocenia się zawodników coraz bardziej na podstawie umiejętności. A z pomocą może mu przyjść wspomnienie innego piłkarza, który został królem strzelców w białych barwach drużyny z Madrytu. Saviola może bowiem lepiej wpasować się do drużyny, bo trochę przypomina tamtego stylem gry, a nawet osiągnąć lepsze wyniki, ponieważ ma od niego o wiele mniejsze skłonności do tycia.

Autor: Karabinu
Dodał: admin


Treśc komentarza

Komentarze:

  Tego co ma skłonności do tycia to raczej nie przeskoczy, bo ten tylko w samych meczach galaktycznych strzelił 98 bramel w 163 meczach, co daje ok. 1,66 bramki na mecz, a był tam 4,5 roku, a w Milanie strzelił 7 bramek w 14 meczach, ale w tym sezonie będzie więcej. Saviola poszedł akurat do Realu, żeby dać Barcelonie policzek, bo wszyscy wiemy o odwiecznej wojnie obu klubów.
Autor: misiunio18 2007-08-23 20:43:47

karabinu bardzo dobry felieton
Autor: Robinho92 2007-08-05 16:24:31

w sumie jak by zagrał na prawym skrzydle to nie byłaby zła opcja... tymbardziej że Real ma ubytek na tej pozycji
Autor: Gajos 2007-08-05 12:16:39

Sprawdzi się w Realu.. .
Autor: santiago16 2007-08-03 14:06:06

bardzo fajny felieton. No jestem ciekaw jak sobie królik poradzi
Autor: darosz 2007-08-01 10:22:49

No tak, przecież nawet brał udział w tej kampanii "I am, what I am". Tyle w ostatnich latach było spotów Nike'a z Henrym, że się przyzwyczaiłem. Ale fakt, że Reebok ma drugorzędne znaczenie na rynku, rozgywka toczy się między Najkiem a Adidasem.
Autor: Karabinu 2007-07-31 05:23:50

despero - i znowu musze sie przyczepic ;) kiedy raul byl wystawiany w ataku to prawie zawsze strzelal bramke. a jak gral za napastnikami to byl troche zagubiony
Autor: Neeo89 2007-07-30 21:15:41

Henry gra w butach reeboka, fajny felieton,powodzwnia Javier w realu (pogrzeb żywego trupa raula)
Autor: despero 2007-07-30 13:39:35

  Fajny, fajny felieton, ciężko sie z czyms nie zgodzić, ciężko sie do czegos przyczepić, sadze ze wiekszosc z nas podziela opinie autora. Kolejny dobry felieton to cieszy. Pozdro
Autor: michal 2007-07-29 11:29:17



Strona Transfery.info nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, zachowując jednocześnie prawo do ich usuwania w przypadku użycia przez komentującego określeń powszechnie uznawanych za wulgarne, bądź obraźliwe.



Anglia
Argentyna
Austria
Belgia
Brazylia
EURO
FLESZ
Francja
Grecja
Hiszpania
Holandia
Igrzyska Olimpijskie
Inne
ME U19
Młode talenty
MŚ U20
Niemcy
Oficjalnie
Polska
Polska II
Portugalia
Publicystyka
Puchar Narodów Afryki
Reportaże
Reprezentacja
Rosja
Szkocja
Szwajcaria
Szwecja
Trenerzy
Turcja
USA
Włochy
Wywiady
Zakłady Bukmacherskie

Transfery.info 2004-2008. Wszystkie prawa zastrzeżone.